Menu Content/Inhalt
Start.
Penetracja Stobrawy Drukuj Wyślij znajomemu
19.07.2010.

Nim zaczniemy,  słów kilka o rzece…

Stobrawa - to prawy dopływ Odry, swe źródła ma na Wyżynie Woźnicko-Wieluńskiej, na południe od Olesna, w miejscowości Wachowice. Bieg Stobrawy wyznacza granicę między Dolnym, a Górnym Śląskiem. Rzeka ta żłobi w twardych pokładach rudy darniowej koryto proste jak staropolski słup "stobor". Przypuszcza się, że Stobrawa jest jakby naturalnym słupem granicznym oddzielającym od prawieków Ślężan od Opolan i  Małopolan. Jest wodną miedzą wyciętą podczas eksploatacji bogatych złóż rudy darniowej. Prócz tego jest rzeką, którą chcieliśmy lepiej poznać…

    W dniach 12-13.07.2010 odbył się inauguracyjny spływ rzeką Stobrawą, organizowany przez PTTK Ziemi Brzeskiej wspólnie z Zespołem Opolskich Parków Krajobrazowych i Klubem Na Przełaj z Brzegu.  

Celem przedsięwzięcia było zbadanie, czy istnieje możliwość wytyczenia szlaku kajakowego na Stobrawie na odcinku Bogacica - Karłowice. Turystyka kajakowa na tym odcinku Stobrawy nie istnieje; nasza wyprawa miała zmienić ten stan rzeczy i utorować drogę kolejnym śmiałkom, którym niestraszne są... ale szczegóły później. 

W wyprawie brali udział: Jan Janota (Brzeg), Piotr Janota (Gliwice), Anna i Ireneusz Hebda (Opole), Magdalena i Janusz Holuk (Chełm), Jan Kaczmarek (Opole), Tadeusz Kozulak (Jelcz-Laskowice), Jagoda i Grzegorz Racheniuk (Bogacica), Michał Stelmaszyk (Wołczyn). 

Kajaki zwodowano około godziny 10 na wysokości wsi Bogacica. Stobrawa jest tu wąską, czystą rzeczką o piaszczystym dnie. Kajakami płynie się w cieniu wysokich trzcin i nadrzeczych wierzb. W powietrzu latały setki błyszczących szmaragdowo ważek – świtezianek. Zawarliśmy też bliższą znajomość z rzadkim na polskim niżu gatunkiem ważki – trzeplą zieloną. Te duże, jaskrawozielone ważki ze spokojem siadały na wiosłach, czapkach i plecach uczestników spływu. 

Wzdłuż Stobrawy na tym odcinku regularnie rozmieszczone są nieczynne już młyny. Część z nich jest odrestaurowana, część popada w ruinę. Niezależnie od swojego stanu, od strony rzeki wyglądają bardzo malowniczo. Mają jednak tę wadę, że aby przebyć spiętrzenie wody przy młynie, należy przenieść kajaki lądem. Nie odstraszało to jednak pełnych wiary we własne siły uczestników wyprawy! Cóż gorszego może ich spotkać na tak małej rzeczce, uśmiechali się do siebie, sącząc napoje orzeźwiające. 

Pierwszy postój regeneracyjny miał miejsce po 3 godzinach przy starym młynie na wysokości wsi Wąsice. Zadowoleni z siebie uczestnicy gratulowali sobie determinacji: „Dobrze nam idzie!”, „Tajest!”, „Dajemy, dajemy, co nie?”, „Bez problemu!”. „Zrobiliśmy na razie jakąś jedną piątą trasy”, bezlitośnie zauważył dzierżący mapę Grzegorz Racheniuk. Po ataku nerwowego kaszlu załoga w milczeniu spuściła kajaki na wodę. 

Dzioby kajaków raźno przecinały wodę; nie zdążyliśmy się jednak jeszcze porządnie rozpędzić, kiedy na naszej drodze wyrosła przeszkoda. Właściciel kolejnego młyna całkowicie przegrodził rzekę, tak że niemożliwe stało się nawet przeniesienie kajaków lądem. Postanowiliśmy skorzystać ze skrótu, wskazanego nam przez miejscowe dzieci, które z mostu z pobłażliwością obserwowały naszą walkę z żywiołem. Rzeczywiście, wąski kanał doprowadzający wodę do stawu rybnego zaprowadził nas do miejsca, z którego trzeba było przenieść kajaki tylko kilkanaście metrów przez gęsty las pokrzyw, by na powrót dotrzeć do rzeki. 

Dotarliśmy wreszcie do ujścia Wołczyńskiego Strumienia do Stobrawy. Rzeka stała się szersza, a humory weselsze; radośnie machaliśmy opalającym się na mostach mieszkańcom okolic, którzy w rewanżu uprzejmie pukali się w czoła. W pewnym momencie przez rzekę przesadził potężny jeleń. Potężne zwierzę w oczach miało strach. „Co mogło spłoszyć tak majestatycznego byka?”, zastanawiali się uczestnicy spływu. Nie musieli długo czekać na odpowiedź. Najpierw poczuliśmy nagłe, bolesne ukłucia; potem reszta gzów, które nie zdołały się dopchać do innych odsłoniętych fragmentów skóry, postanowiła zaatakować nasze twarze. Nie jest łatwo wiosłować, kiedy widok ma się zasłonięty przez stada krwiożerczych much; część kajaków wbijała się dziobami w brzeg, kiedy ich załoga desperacko walczyła z wrogiem. Preparaty odstraszające owady orzeźwiały jedynie gzy i zachęcały je do dalszych wysiłków; uderzane dłonią, spadały na dno kajaka, po czym otrzepywały się i z bzyczeniem podrywały się do lotu. Jedynym pewnym sposobem zabicia gza okazało się przygwożdżenie go wiosłem. Stanowiło to jednak poważne zagrożenie dla pozostałych członków załogi kajaka. 

Jedynym ratunkiem była ucieczka. Bez okrzyków zachęty, w milczeniu, od czasu do czasu jedynie głośno przeklinając natrętne owady, załogi przyśpieszyły wiosłowanie. Lecz cień lasu, przez który płynęliśmy, był dla gzów ostoją i rezerwatem. Las krył też inne niespodzianki, takie jak zwalone olchy. Kilka razy pod rząd powalone drzewa tworzyły naturalne tamy, umocnione gnijącą roślinnością, pływającym styropianem i puszkami po lakierach. Wysokie brzegi uniemożliwiały przeniesienie kajaków lądem. P. Jan Janota, najbardziej doświadczony kajakarz, z okrzykiem na ustach samodzielnie rzucał się z kieszonkową piłą na zatory, lecz dopiero współpraca całej załogi, solidarnie taplającej się w gęstym mule, umożliwiła nam finalne pokonanie przeszkód. 

Wreszcie wynurzyliśmy się z lasu we wsi Pieczyska, witani śmiechem wystających na moście dzieci. Słońce powoli chyliło się ku zachodowi – była godzina 19. Tak zakończył się pierwszy dzień penetracji rzeki Stobrawy. Czyszcząc kajaki i samych siebie z warstw błota, członkowie załogi wspominali poranek i szumne zapewnienia „To nie powinno nam zająć więcej niż 4, może 5 godzin”. 

Po powrocie do siedziby Parku w Ładzy uczestnicy spływu zregenerowali się przy ognisku. Następnego poranka część załogi postanowiła kontynuować regenerację na miejscu, mimo zapewnień, że trasa przewidziana na dziś jest znacznie krótsza i znacznie łatwiejsza. 

Drugiego dnia zwodowaliśmy kajaki dopiero około godziny 12, na wysokości miejscowości Siedlice, kilkanaście kilometrów w dół rzeki od miejsca zakończenia spływu poprzedniego dnia. Słońce prażyło niemiłosiernie, lecz nad samą rzeką panował miły chłód. W rzeczy samej, trasa spływu była znacznie łatwiejsza. W kilku miejscach trzeba było wysiadać z kajaków i przenosić je nad progami, ale nie wymagało to opuszczania koryta rzeki. Chłodna woda mile orzeźwiała. Niestety, z każdym kolejnym kilometrem w dół rzeki woda stawała się mniej czysta. W Karłowicach minęliśmy nielegalny zrzut nieoczyszczonych ścieków, co dodało do wilgotnego aromatu rzeki ostrzejszą nutę. Przycumowaliśmy kajaki pod mostem w Karłowicach i wyruszyliśmy na zwiedzanie. Karłowickie zamczysko wywiera imponujące wrażenie. Ciekawe, choć niestety zrujnowane, są położone w pobliżu zabudowania gospodarcze: młyny, spichlerze, magazyny. 

Dalszy ciąg trasy spływu wywoływał u nas ambiwalentne uczucia. Z jednej strony, płynęliśmy szybko i wygodnie szeroką, umocnioną na brzegach rzeką, bez gzów, zatopionych drzew i tym podobnych niespodzianek. Z drugiej strony – brakowało nam odrobiny adrenaliny, której tyle dostarczyły nam przeżycia poprzedniego dnia... 

Spływ zakończył się we wsi Stare Kolnie, leżącej już w dolinie Odry. Zmęczonych, lecz zadowolonych uczestników spływu ugościli państwo Gorkowie w swoim gospodarstwie agroturystycznym Lewandówka w Starych Kolniach. Domowe ciasto, bigos i chleb
ze smalcem były perfekcyjnym zakończeniem dwóch dni PENETRACJI STOBRAWY.

Tekst: Jan Kaczmarek

Zdjęcia: Ireneusz Hebda, Janusz Holuk

początek spływu,a miało być tak pięknie...
początek spływu, a miało być tak pięknie...
Image
płyniemy przez drogę w Starych Czaplach
Image
były młyn wodny w Wąsicach - nasz jedyny odpoczynek
jakże miły spływ
jakże miły spływ
zaczęły się przenoski - ludzie nie grodźcie rzek!
z kanału przenosimy się do rzeki, a tylko dlatego, że ktoś przegrodził Naszą Stobrawę
kolejna tama, jest ciężko i nam i rzece
jak tu przepłynąć?! Takich rzek nie chcemy

zatroskana Magda
nie martw się Magda damy radę :)
w wodzie, mule po pachy...
bez piłki ani rusz
miły odcinek w lesie
wpłynęliśmy do Stobrawskiego PK. Miły leśny odcinek - o gzach delikatnie wspomnę
meta w Pieczyskach
Meta w Pieczyskach - jakże upragniony koniec pierwszego dnia spływu!
nocleg w Ładzy
końcówka dnia pierwszego, śpimy w ośrodku w Ładzy
cumujemy w Karłowicach
cumujemy w Karłowicach - pod mostem jest miło

Karłowice - dom Jana Dzierżona
przystanek w Karłowicach - dom Jana Dzierżona
na rzece
na rzece
rzeka? Takich rzek nie chcemy!
rzeka? Takich rzek nie chcemy!
koza Magda
kończymy spływ w Lewandówce - może to kiedyś powtórzymy

Zmieniony ( 02.08.2010. )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »

Nasze galerie

Ilość wizyt

Dzisiaj:9
W miesiącu:154
Ogółem:25054